CIAŁO/UMYSŁ 2017

11-12.07 | 29.09-10.10

 

Bez końca…

Co zostaje po tych, którzy zmienili oblicze tańca w XX wieku i odeszli? Co dzieje się z zespołami, które straciły charyzmatycznych przywódców? ...
Tekst Aleksandry Rembowskiej

Co zostaje po tych, którzy zmienili oblicze tańca w XX wieku i odeszli? Co dzieje się z zespołami, które straciły charyzmatycznych przywódców? Jak utrwalić dzieło, przekazać kolejnym pokoleniom dziedzictwo, ocalić od zapomnienia sztukę, której istnienie ściśle przypisane jest do autora? Czy i jak długo choreografie są w stanie żyć własnym życiem w oderwaniu od twórcy i czy ich kształt nie zmienia się wraz z upływem czasu, nie deformuje? W jakim momencie zaczynają pełnić funkcję muzealnego eksponatu? Przed takimi pytaniami stanęło w ostatnich latach kilka kompanii, by wymienić jedynie te największe: Béjart Ballet Lausanne, Merce Cunningham Dance Company/MC Trust, Tanztheater Pina Bausch, a jeszcze wcześniej – Martha Graham Dance Company.

A może lepiej pozwolić „zniknąć” choreografiom, zachować wspomnienia w zapisie filmowym, uczyć techniki, niż próbować zatrzymać chwilę za wszelką cenę, „zamrażając” repertuar? Albo wystawiać nowe, inspirowane twórczością mistrzów, spektakle – jak czyni namaszczony przez Béjarta Gil Roman? I jeszcze: kto spośród reżyserów czy choreografów zapraszanych z zewnątrz do współpracy, odważy się stawiać przedstawienia w oparciu o osierocony zespół tancerzy i narażać na nieuniknione porównania z liderem, którego zabrakło?

Misja przypominania o dziele i jego twórcy wydaje się chwilami większym wyzwaniem niż powoływanie nowych zjawisk. Być może jest na nią recepta. Wciąż niedoskonała i doskonalenia wymagająca. Jej składniki to: lojalność, uczciwość, widzenie dzieła w szerszej niż tylko artystyczna perspektywie – w jego ideowym i społecznym wymiarze. Fundacja Piny Bausch pod kierunkiem Rolfa Salomona Bausch, syna choreografki, rozwija i wzbogaca swoją działalność. To już nie tylko archiwum Tanztheater, konferencje, wystawy, ale też żywe edukacyjne i społeczne projekty, których siła oddziaływania i nośność wydają się nie do przecenienia.

NELKEN-Line – taneczny korowód z przedstawienia z 1982 roku, w którym pojawiają się charakterystyczne dla języka tańca Bausch powtarzane sekwencje ruchowe, kroki i gesty (Wiosna, Lato, Jesień, Zima) – jest właśnie takim społeczno-edukacyjnym przedsięwzięciem, wymagającym czynnego uczestnictwa. Adresowany do amatorów, zdaje się wypełniać jedno z podstawowych założeń Bausch, dotyczące wymiany i więzi między wykonawcami i publicznością. Granice zostają zniesione. Amatorzy, ucząc się choreografii, powtarzając ruchy za tancerzem, stają się wykonawcami. Poznają samych siebie w nieznanych rolach: współtwórców niekończącego się korowodu, uczestników wspólnoty, aktywnych obserwatorów, którzy „niosą własny ciężar”.

Powraca uważne, pełne ciekawości spojrzenie Bausch przyglądającej się ludziom i temu, co nimi porusza. Krystalizuje się też jej myśl wpisana m.in. w spektakl Kontakthof – realizowany trzykrotnie na przestrzeni lat (z tancerzami, seniorami i wreszcie nastolatkami z Wuppertalu) po to, by zbudować pełnowymiarowy obraz człowieka na różnych etapach życia i poziomach egzystencji.

Dziś, zaproszeni przez Pinę Bausch raz jeszcze do tańca, możemy sami ten obraz uzupełniać – bez końca.

http://2017.cialoumysl.pl/pl/editions/2017/date_events/37-nelken-line-warszawa

11 września 2017